X


[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nawet Mandarb i pozbawiona jezdzcaAldieb zachwiały się jak pijane, pozostali musieli przytrzymywać się wodzy, grzyw lubczegokolwiek, aby nie pospadać z końskich grzbietów.238 Aes Sedai stała w tym samym miejscu co przedtem, z angrealem w dłoni, obok swejwbitej w ziemię laski.Ani ona, ani jej broń nie poruszyły się nawet odrobinę, choćwszystkim wokół targały wstrząsy.Nagle ziemia zmarszczyła się i wytrysnęła spod la-ski, po czym potoczyła w stronę trolloków, niczym mnożące się fale na stawie.Prze-wracając wielkie krzewy i wzbijając uschnięte liście w powietrze, fale ziemi rosły i par-ły w kierunku trolloków.Drzewa rosnące w kotlinie pękały niczym wierzbowe witkiw dłoniach małych chłopców.Trolloki na przeciwległym wzgórzu padały jak podciętei spadały turlając się wprost w rozwścieczoną ziemię.Myrddraale jednak, nie bacząc, że ziemia wokół nich stawała dęba, ruszyli szeregiemdo przodu, ich czarne konie ani razu nie zgubiły kroku, stawiając kopyta zgodnym ryt-mem.Trolloki spadały ze zbocza pod nogi czarnych rumaków, wyjąc i drapiąc falującąziemię, ale Myrddraale powoli jechali do przodu.Moiraine uniosła laskę i ziemia znieruchomiała, lecz jej dzieło nie dobiegło jeszczekońca.Wycelowała różdżkę w stronę kotliny pomiędzy wzgórzami i wtedy wytrysnęłatam fontanna ognia, wysokości dwudziestu stóp.Rozłożyła ramiona i ogień pomknąłwszędzie tam, gdzie sięgał jej wzrok, tworząc ścianę, która oddzieliła ludzi od trollo-ków.Zapanował żar tak nieznośny, że Rand musiał osłonić rękoma twarz.Czarne wierz-chowce Myrddraali, choć obdarzone nie wiadomo jak niezwykłymi mocami, zarżały nawidok płomieni, stanęły dęba i jęły się zmagać ze swymi jezdzcami, którzy biciem usi-łowali je zmusić do pokonania płonącej przeszkody. Krew i popioły  powiedział słabym głosem Mat.Rand tylko pokiwał głową w odrętwieniu.Nagle Moiraine zachwiała się i byłaby upadła, gdyby Lan nie zeskoczył z konia, abyją podtrzymać. Jedzcie dalej!  nakazał pozostałym.Ostry ton jego głosu kłócił się z delikatno-ścią, z jaką posadził Aes Sedai na grzbiecie klaczy. Ten ogień nie będzie przecież pło-nął wiecznie.Zpieszcie! Liczy się każda minuta.Mur ognia huczał, jakby miał płonąć bez końca, ale Rand nie sprzeciwiał się.Pogalo-powali na północ tak szybko, jak tylko potrafili zmusić konie.Rogi zabrzmiały w oddalijakby z rozczarowaniem, jakby już wiedziały, co zaszło.Potem ucichły.Lan i Moiraine wkrótce dołączyli do reszty grupy, chociaż Lan musiał trzymać wo-dze Aldieb, bowiem Aes Sedai słaniała się i przytrzymywała obiema rękami łęku. Zaraz poczuję się lepiej  powiedziała, widząc pełne troski spojrzenia. Jed-nakże, oprócz zmęczenia, w jej głosie słyszało się pewność siebie. Praca z Ziemiąi Ogniem trochę mnie wyczerpuje, ale to drobiazg.Po chwili obydwoje znalezli się znów na czele galopującej grupy.Rand pomyślał, żeMoiraine nie wytrzyma tak szybkiego tempa.Nynaeve podjechała do Aes Sedai i za-trzymała ją gestem ręki.Przez jakiś czas, gdy pokonywali wzgórza, obydwie kobiety239 szeptały coś do siebie, po czym Wiedząca sięgnęła do swego płaszcza i wręczyła Moira-ine małą paczuszkę.Aes Sedai rozwinęła ją i połknęła zawartość.Nynaeve powiedzia-ła coś jeszcze, po czym powróciła do pozostałych, lekceważąc ich pytające spojrzenia.Randowi wydało się, że pomimo okoliczności jej twarz wyrażała satysfakcję.Właściwie to nie obchodziło go, do czego zmierza Wiedząca.Pocierał stale rękojeśćswojego miecza, a gdy zdał sobie z tego sprawę, popatrzył na nią ze zdziwieniem. Więc tak wygląda bitwa.Niewiele już z niej pamiętał, przy czym żadnego momentu dokładnie.Wszystkow jego myślach zlało się w jedną masę włochatych twarzy i strachu.Strachu i upału.Bi-twa została stoczona w takim upale, jakby to było popołudnie w samym środku lata.Nie potrafił sobie tego wytłumaczyć.Lodowaty wiatr próbował teraz zamrozić pacior-ki potu na jego twarzy i ciele.Obejrzał się na swoich przyjaciół: Mat ocierał pot z twarzy rąbkiem płaszcza.Perrinnatomiast, wpatrzony w oddali w coś, co mu się wyraznie nie podobało, zdawał się niezauważać kropel błyszczących na jego czole.Wzgórza były coraz niższe, cały teren zamieniał się powoli w równinę, niemniej Lan,zamiast pędzić dalej, zatrzymał się.Nynaeve ruszyła jakby z zamiarem przyłączenia siędo Moiraine, ale wzrok Strażnika powstrzymał ją.Razem z Aes Sedai oddalili się niecood reszty, pochylili ku sobie głowy, z ruchów Moiraine było jasne, że się sprzeczają.Ny-naeve i �om przypatrywali się obojgu, Wiedząca z wyrazną troską, bard zaś mruczałcoś do siebie i co jakiś czas oglądał przez ramię.Pozostali unikali patrzenia na nich.Ktowie, jaki może być efekt kłótni Aes Sedai ze Strażnikiem?Po kilku minutach Egwene odezwała się cicho do Randa, rzucając niespokojne spoj-rzenia na wciąż sprzeczającą się parę. Te słowa, które krzyczałeś w stronę trolloków. urwała, jakby nie wiedząc, cojeszcze powiedzieć. Bo co?  spytał Rand.Było mu trochę głupio, okrzyki wojenne pasowały znakomicie do Strażników, ludziez Dwu Rzek nigdy tak się nie zachowywali, cokolwiek Moiraine mówiła na ten temat,ale jeśli Egwene miała się z niego teraz śmiać. Mat musiał opowiedzieć tę historię z dziesięć razy. I to zle  wtrącił �om, a Mat wydał pomruk protestu. Jakby tego nie opowiadał  powiedział Rand  wszyscy ją i tak słyszeliśmy wie-le razy.A poza tym musieliśmy coś krzyknąć.No bo w takiej chwili, właśnie tak należypostąpić.Słyszałaś Lana. Mieliśmy przecież takie prawo  dodał roztropnie Perrin. Moiraine twierdzi,że wszyscy jesteśmy potomkami ludu Manetheren.Oni walczyli z Czarnym i my teżwalczymy z Czarnym.To nam daje do tego prawo.240 Egwene prychnęła pogardliwie, jakby chcąc pokazać, co ona o tym myśli. Nie o tym mówiłam.A co ty krzyczałeś, Mat?Mat nerwowo wzruszył ramionami. Nie pamiętam. Patrzył na nich zaczepnie. No naprawdę.Wszystko pamię-tam jak za mgłą.Nie wiem, co to było, skąd mi się wzięło, ani co oznaczało. Zaśmiałsię lekceważąco. Nie sądzę, że to miało oznaczać cokolwiek. A ja myślę, że jednak tak  powiedziała powoli Egwene. Kiedy krzyknąłeś, po-myślałam, właśnie wtedy, że cię rozumiem.Ale to minęło. Westchnęła i potrząsnęłagłową. Może masz rację.Człowiek wyobraża sobie dziwne rzeczy w takich chwilach,nieprawdaż? Carai an Caldazar  powiedziała Moiraine.Wszyscy odwrócili się gwałtownie,by na nią spojrzeć. Carai an Ellisande.A1 Ellisande.Za honor Czerwonego Orła.Zahonor Róży Słońca.Róża Słońca.Starożytny okrzyk wojenny Manethereńczyków i okrzyk wojenny ichostatniego króla.Różą Słońca nazywano Eldrene.Moiraine rozbroiła Egwene i Mata swym uśmiechem, chociaż jej wzrok dłużej za-trzymał się na nim, niż na niej. Krew linii Arada jest nadal silna w Dwu Rzekach.Stara Krew wciąż śpiewa.Mat i Egwene spojrzeli na siebie, skupiając jednocześnie wzrok pozostałych [ Pobierz całość w formacie PDF ]
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • matkasanepid.xlx.pl
  • Drogi uĹźytkowniku!

    W trosce o komfort korzystania z naszego serwisu chcemy dostarczać Ci coraz lepsze usługi. By móc to robić prosimy, abyś wyraził zgodę na dopasowanie treści marketingowych do Twoich zachowań w serwisie. Zgoda ta pozwoli nam częściowo finansować rozwój świadczonych usług.

    Pamiętaj, że dbamy o Twoją prywatność. Nie zwiększamy zakresu naszych uprawnień bez Twojej zgody. Zadbamy również o bezpieczeństwo Twoich danych. Wyrażoną zgodę możesz cofnąć w każdej chwili.

     Tak, zgadzam się na nadanie mi "cookie" i korzystanie z danych przez Administratora Serwisu i jego partnerÄ‚Ĺ‚w w celu dopasowania treści do moich potrzeb. Przeczytałem(am) Politykę prywatności. Rozumiem jĂ„Â… i akceptuję.

     Tak, zgadzam się na przetwarzanie moich danych osobowych przez Administratora Serwisu i jego partnerÄ‚Ĺ‚w w celu personalizowania wyświetlanych mi reklam i dostosowania do mnie prezentowanych treści marketingowych. Przeczytałem(am) Politykę prywatności. Rozumiem jĂ„Â… i akceptuję.

    Wyrażenie powyższych zgód jest dobrowolne i możesz je w dowolnym momencie wycofać poprzez opcję: "Twoje zgody", dostępnej w prawym, dolnym rogu strony lub poprzez usunięcie "cookies" w swojej przeglądarce dla powyżej strony, z tym, że wycofanie zgody nie będzie miało wpływu na zgodność z prawem przetwarzania na podstawie zgody, przed jej wycofaniem.